KontaktGagarina 11, 87-100 Toruń
tel.: +48 56 611 22 36
+48 56 611 22 37
e-mail: program@absolwent.umk.pl
obrazek nr 1

Skołowane Majówki

Majowa depresja

obrazek:

29 kwietnia – 3 maja 2017

Żuławy Wiślane

Wycieczka rowerowa z noclegiem w jednym miejscu (trasy wypadowe z bazy bez bagaży).

  • Inicjator i kierownik wycieczki: Piotr Wiśniewski
  • Trasa: ok. 225 km (teren płaski, tempo jazdy umiarkowane)
  • Koszt: 240 zł/os (noclegi, pociągi)
  • Nocleg: gospodarstwo agroturystyczne w Rychnowie Żuławskim
  • Liczba miejsc: 17 (decyduje kolejność zgłoszeń)
  • Zgłoszenia i zadatki: do 28 lutego 2017

Relacja

Każdego dnia uczestnicy wycieczki opracowywali swoisty dziennik podróży. Relacje spisała Danka "Dynamik" Burnicka.


29 kwietnia 2017

Majowa Depresja zaczęła się bardzo dobrze. W obu pociągach rowery zmieściły się bez problemu. Jednak w pierwszym zablokowaliśmy możliwość wyjścia maszynisty z jego kabiny, dobrze, że on też jechał do Grudziądza. Z drugiego pociągu wysiedliśmy jedną stację wcześniej – w Gościszewie. Po przejechaniu niecałych 2 km dojechaliśmy do najstarszego rzemieślniczego browaru w Polsce. Dzięki temu, że dzisiaj nie warzono piwa mogliśmy zwiedzić hale produkcyjne. Więcej już nie pamiętamy. Dalszą relację zawdzięczamy kamerkom rowerowym. Zapis magnetyczny został zabezpieczony i zarchiwizowany dla przyszłych pokoleń.

Po bardzo ciekawym pokazie zakupiliśmy mokry, niefiltrowany prowiant na wieczór. Następnie pojechaliśmy do Malborka i podziwialiśmy niedawno odrestaurowaną figurę Panny Marii – patronki Zakonu Krzyżackiego. Niestety było pochmurno i złote płytki na figurze nie świeciły się jak w słoneczny dzień. Obawiając się ataku niedobitków krzyżackich, mieszkających w zamku, po cichu udaliśmy się na północ. Po drodze zatrzymaliśmy się w cukierni na kawę i herbatę oraz na ptysie wielkości arbuzów i inne słodkości. Gdy było nam już tak dobrze i błogo zostaliśmy zmuszeni do zabrania naszych rumaków i wyruszenia w dalszą drogę.

Niestety niemal cały dzień jechaliśmy pod wiatr, ale na szczęście było zimno. Na domiar dobrego kilka km przed noclegiem Darek przebił dętkę. Podczas wymiany okazało się, że dziura w oponie była jeszcze większa. Całe szczęście dzięki znajomości Wentylka z okolicznymi plantatorami buraka udało się wymienić obie gumy.

W Rychnowie Żuławskim, gdzie nocujemy nie ma żadnego sklepu, więc zamówiliśmy 6 pizz i sałatkę z dowozem z Nowego Dworu Gdańskiego. Byliśmy wielce zadowoleni, gdy kolacja przyjechała już po 30 minutach. W Toruniu, to się nie zdarza. Na koniec informujemy, że mokry prowiant już wysechł. W związku z powyższym piszemy relację o suchych pyskach.


30 kwietnia 2017

Rano obudziło nas słoneczko. Przez okno wlewał się żar gorącego powietrza, a może na odwrót, a morze może było spokojne. Skoro świt o 10:00 ruszyliśmy w drogę porzuciwszy sklapciałego Dętkę. Koło najbliższego sklepu wielkopowierzchniowego spotkaliśmy lokalno-tubylczego autochtona, który okazał się wspaniałym przewodnikiem po krainie depresji. Pierwszą atrakcją były śluzy śródlądowe, które ostatnio były używane gdy mapa Zalewu Wiślanego wyglądała inaczej. Po czym sięgneliśmy dna, a nawet 2 m poniżej dna. Tak, tak, Raczki już zostały zdetronizowane przez Marzęcino: -2,04 m zimą i nawet -2,12 m latem.

Jadąc za naszym przewodnikiem dotarliśmy do pierwszej przepompowni, która przelewa bardzo dużo wody, więcej niż przydział na komórkę rodzinną. Następnie wałem dostaliśmy się na przystań dla pojazdów wodnych jednośladowych. Dlatego również rowerzyści lądowi byli mile widziani. Za drugą przepompownią, za dwoma zwodzonymi mostami, za trzema depresjami poczuliśmy się jak w Wąchocku. Na Szkarpawie, ku naszemu zdumieniu, stoi most kolejowy zbudowany wzdłuż rzeki. Okazało się, że jest to największy w Europie, niektórzy mówią, że nawet w całym kosmosie, obrotowy most kolejowy.

Następnie zrobiliśmy test na nasze plomby w zębach, śruby w rowerach i szczelność pęcherzy moczowych, jadąc kilka kilometrów po perforowanych płytach. Po drodze minęliśmy plantację barszczu Sosnowskiego, ale chętnych na degustację nie było. W Cyganku obejrzeliśmy lapidarium mennonickie, chatę podcieniową i cerkiew w 3 stylach: gotyckim, szachulcowym i współczesnym. Pod knajpą, w Nowym Dworze Gdańskim, pożegnaliśmy naszego przewodnika i jego 12-letniego syna. Zawdzięczamy im bardzo ciekawą, pełną atrakcji pętlę żuławską. Później było Wielkie Żarcie, ale bez strat własnych. Premiery kinowej nie przewidujemy.


1 maja 2017

Ci, którzy chcieli jechać później byli w przewadze, więc znowu ruszyliśmy o 10:00. Dzięki remontowi drogi nr 7 nie musieliśmy jechać z samochodami. Niestety na końcowym odcinku wtryniły się nam w ramach objazdu, a potem jechaliśmy głównie z wiatrem. Wśród bezkresnych pół, nad którymi unosił się smród świeżo rozpryskanych pestycydów. Wetylek rozpoznał, subtelny zdaniem niektórych, zapach epoksykonazolu. W związku z 1 maja wielkie wzięcie miały wszystkie otwarte sklepy. Co sklep to świeże lody i nie tylko. Dynamik piła inne rzeczy np. pączka. Uwieńczeniem wszystkiego była miejscowość Wiśniówka. Po wyjeździe z której, nasze rumaki zmieniły się w dwuślady.

Dzisiejsze atrakcje zapoczątkowały wiatrak koźlak, nie mylić z piwem, oraz mennonickie domy podcieniowe. Natomiast zardzewiałym i pogiętym gwoździem programu była śluza Gdańska Głowa. Jest to brama chroniąca Żuławy przed wodną inwazją Wisły. Miejsce to polecamy wszystkim turystom podróżującym po Żuławach. Toaleta z papugą w biurze. W drodze powrotnej mieliśmy cofkę w postaci "w mordę wind", a na domiar złego było ciepło. W Nowym Dworze Gdańskim nastąpił kulinarny rozłam grupy. Podzieliliśmy się na tradycjonalistów i zwolenników kuchennych rewolucji. I tym optymistycznym akcentem kończymy relację, bo czas na kolację.


2 maja 2017

Dzisiaj rano, a dla niektórych w środku nocy, kwadrans po nieparzystej Wentylek odjechał w kierunku wychodzącego słońca do Malborka i zmarzł za wszystkich. Brakowało nam go przez najwyżej godzinę, a może i mniej. Niektórzy o nim już nie pamiętali po przebudzeniu.

Następnie pojechaliśmy, jak zwykle o 10:00, na trasę. Zwiedziliśmy kościół, mennonicki dom podcieniowy, spotkaliśmy kucyka i rogatego kozła, potem minęliśmy kościół, mennonicki dom podcieniowy, kościół, sklep, mennonicki dom podcieniowy, kościół i jeszcze jeden sklep. W Nowym Dworze Gdańskim zwiedziliśmy Żuławski Park Historyczny. Jest tam dużo pamiątek pomennonickich. Jednak byliśmy trochę zawiedzeni po obejrzeniu filmu o historii mennonitów, oczekiwaliśmy więcej szczegółów. 

Chcieliśmy dzisiaj przejechać się kolejką wąskotorową, ale nie było połączenia z San Escobar, więc zrezygnowaliśmy. Zatem po oszałamiających 20 km i 5 godzinach wróciliśmy do domu i większość rzuciła się na własne łóżko. Jedynie Jurek został upoważniony do odwiedzenia oddalonej o 10 km śluzy na Nogacie. Wieczorem spotkaliśmy się przy beczce, a może to było tylko kilka butelek, wina z przesympatycznym gospodarzem, słuchając śpiewu mennonickiego chóru że Stanów Zjednoczonych. Mimo, że śpiewali w swoim języku zrozumieliśmy wszystkie słowa, czyli Alleluja. Dwie godziny minęły jak z bicia strzelił. Gdyby tylko noc była dłuższa... 

PS Wetylku wróć do nas! Ale się pospiesz, bo rano wyjeżdżamy, żebyśmy się nie minęli.


3 maja 2017

Ostatniego ranka wszyscy wstali rześcy i pogodni, dlatego byliśmy gotowi do startu już 120 sekund przed przed 9 rano. Ponieważ na drodze nr 55 ruch był minimalny postanowiliśmy go zwiększyć. W Nowym Stawie odwiedziliśmy znaną już nam cukiernię, aby podwyższyć poziom cukru we krwi. W ostanią sobotę jakiś rowerzysta zostawił tam pompkę, ale nie był to nikt z nas. Może znacie właściciela? Wielu cyklistów robiło tam postój.

Po posiłku Andrzej i Darek (zgadnijcie, który) postanowili pojechać rowerami do Grudziądza przez Malbork, więc się z nimi pożegnaliśmy. Następnie zwiedziliśmy kościół p.w. św. Urszuli w miejscowości Lichnowy. Najbardziej zachwycił nas odrestaurowany gotycki ołtarz, znajdujący się na bocznej ścianie.

Rano jeszcze mieliśmy nadzieję na przejechanie przez Wisłę starym, zabytkowym mostem w Tczewie, ale było to niemożliwe. Okazało się, że most ten jest zwodzony, bo bardzo nas zwiódł. Pojechaliśmy zatem wałem do mostu w Knybawie. Jurek poprowadził nas do centrum Tczewa i szybko nas opuścił, bo spieszył się na pociąg. Szczęściarz - jako jedyny miał bezpośredni pociąg do domu.

Rok 2017 jest rokiem Wisły, więc obowiązkowym punktem w Tczewie było zwiedzenie Muzeum Wisły. Muzeum bardzo ciekawe, można by tam spędzić cały dzień. Naprawdę polecamy. 

W Tczewie na dworcu zaczęły się schody. Piotr i Iwona kupili ostatnie 2 bilety na rower na wspólny pociąg. Więcej już nie chcieli sprzedać, bo podobno bilety na rower już się skończyły. Zatem weszliśmy do pociągu bez biletów dla naszych rumaków. Okazało się, że miejsca jest wystarczająco dużo. W pociągu EZT przedział na końcu składu był cały pusty. Szybko minęliśmy Morzeszczyn. Dobrze, że nie musieliśmy tam pływać :-). W Laskowicach opuścili nas Iwona, Piotr, Justyna i Darek. Reszta wróciła do Torunia przez Bydgoszcz.


Na koniec parę słów od organizatora – Piotra. Chyba forum miało depresję, że nie chciało przyjąć tekstu bezpośrednio od autora.

"Parę słów o jadących przez Laskowice Pomorskie: W tychże Laskowicach bez strat i nerwów weszliśmy do szynobusu Arrivy. Oczywiście do przedziału przeznaczonego do przewozu rowerów, którego jak informowano mnie w Tczewie miało nie być. Po krótkiej podróży przywitał nas stukot kół na grudziądzkim moście. Tam Justyna i Darek przesiedli się do pociągu jadącego w kierunku Torunia. Przez chwilę oczekiwaliśmy na dwóch wspaniałych mknących na rowerowych kołach do Grudziądza. Do odjazdu toruńskiego pociągu zostało tylko kilka minut. Wreszcie ... zza dworcowego budynku wyłonili się. Ogorzali, uśmiechnięci, z rozwianymi włosami. Mam nadzieję, że wszyscy już bez pociągowych problemów dotarli do siebie. I Jacek, i Jurek, i ci jadący przez CG, i przez CB.

Dziękuję wszystkim za udział, za pogodę ducha i przeprosić za niedoróbki, w szczególności za jedyny zwodzony most, który uwiódł urodą i zawiódł możliwością przeprawy...

Osobne podziękowania: Dla Danki za czary nad finansami, dzięki którym wszystko się zgadza, nawet kasa.
Dla Jurka, za mapę i pomoc w nawigacji po znanych i nieznanych miejscach."

PS Depresja to mogła nas dopaść po powrocie z powodu zakończenia świetnej wycieczki, ale nie daliśmy się. Ja już myślę o kolejnych krótszych i dłuższych wycieczkach.

Dynamik

pozostałe wiadomości