KontaktGagarina 11, 87-100 Toruń
tel.: +48 56 611 22 36
+48 56 611 22 37
e-mail: program@absolwent.umk.pl
obrazek nr 1

Aktywni absolwenci UMK

Dariusz Jasiński

Zdjęcie ilustracyjne

Absolwent historii 1982
Przedsiębiorca i międzynarodowy sędzia siatkówki oraz siatkówki dla osób niepełnosprawnych.

BIZNES
Jest prezesem bydgoskiej firmy DARPOL – producenta i dostawcy wysokojakościowych części zamiennych
i wyposażenia do lokomotyw, wagonów osobowych, jednostek trakcyjnych i tramwajów
. Firmę DARPOL  uhonorowano:
– prestiżowym odznaczeniem “Gazela Biznesu 2020” (ranking “Pulsu Biznesu”),
– nagrodą “Pracodawca Pomorza i Kujaw 2020” za wdrażanie innowacji produktowych i procesowych w połączeniu ze szczególnym zaangażowaniem w budowę otoczenia dla firm rodzinnych,
– nagrodą Najlepszy Innowator 2021”, przyznawaną przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w ramach programu “Dobra Firma” (województwo kujawsko-pomorskie),
– tytułem „Diament 2021”, przyznawanym przez miesięcznik Forbes.

SPORT

Były zawodnik klubu AZS Toruń i Chemika Bydgoszcz. Prowadził najbardziej prestiżowe zawody siatkarskie w Polsce i na świecie, tworzył piłkę siatkową plażową w Polsce. Sędziował między innymi turnieje takie jak: Mistrzostwa Świata i Europy w siatkówce na siedząco, Igrzyska Paraolimpijskie w Londynie w 2012 roku, był kwalifikatorem na Igrzyskach Panamerykańskich w Limie 2019, sędziował na Igrzyskach Paraolimpijskich w Tokio 2021.
Pełnił funkcję Przewodniczącego Wydziału Sędziowskiego OZPS, a następnie Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Siatkowej w Bydgoszczy, a także  Przewodniczącego Komisji Organizacyjnej i członka Prezydium Wydziału Sędziowskiego PZPS.

Jest sędzią międzynarodowym halowej piłki siatkowej i sędzią kwalifikatorem w rozgrywkach PlusLigii oraz Tauron Ligii w Polsce oraz Sędzią Kwalifikatorem (Referee Observer) World ParaVolley . Członek Komisji Sędziowskiej oraz Komisji Przepisów Gry World ParaVolley (Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej Osób Niepełnosprawnych),  a także Koordynatorem do współpracy między FIVB oraz World ParaVolley. Członek Komisji Sędziowskiej ParaVolley Europe.

Opracował "Vademecum sędziego" (2005, 2008). W "Magazynie Siatkówka" redagował przez wiele lat dział poświęconym sędziowaniu oraz zamieszczał relacje ze świata i kraju. Tłumaczył i wydawał "Książkę Przypadków FIVB" ("Casebook FIVB"). Opracował „Księgę Przypadków WPV” (World ParaVolley Rules of the Game Casebook) w 2016 i 2019 oraz przygotowywał Przepisy Gry w Siatkówkę na Siedząco 2022-2024 /WPV Rules of the Game 2022-2024).

Uhonorowany Srebrnym Krzyżem Zasługi, Medalem z okazji powrotu regionu do Macierzy oraz Medalem Prezydenta Miasta Bydgoszczy. Polski Związek Piłki Siatkowej odznaczył go najwyższym odznaczeniem w polskiej siatkówce: "Medalem za wybitne zasługi w rozwoju i piłki siatkowej" (2008) oraz Złotą Odznaką PZPS, Nagrodą za Długoletnią Współpracę przy Organizacji Memoriału Huberta Jerzego Wagnera (2014). World ParaVolley przyznała mu „Recognition Award” (2020), zaliczając go do grupy najlepszych w historii 40-lecia sędziów w siatkówce na siedząco na świecie.

Kwalifikacje sędziowskie

1984 – zdane eksternistycznie egzaminy sędziowskie
1987 – kurs unifikacyjno-szkoleniowy dla kandydatów na sędziów szczebla centralnego
1989 – I liga kobiet i II liga mężczyzn
1990 – klasa związkowa
1991 – I liga mężczyzn
1993 – klasa państwowa
1994 – kurs dla kandydatów na sędziów międzynarodowych w Bielsku
1997 – klasa międzynarodowa
1999 – sędzia międzynarodowy piłki siatkowej niepełnosprawnych
2007 – Final Four Top Teams Cup Women Munster
2009 - Final Four CEV Cup Men w Atenach
2008 - 2014 – FIVB – Liga Światowa
2012 - Paralympic Games London
2019 - Panamerican Paralympic Games Lima
2021 - Paralympic Games Tokio



– Co Pana skłoniło do studiowania historii na UMK?
– Zawsze bardzo lubiłem historię, oglądałem wszystkie filmy historyczne, np. o Spartanach. Chciałem robić to, co lubię i co mi się podoba. Nie myślałem wtedy zbytnio o przyszłości, teraz młodzież podchodzi do takich wyborów bardziej świadomie.

– Na studiach był Pan silnie zaangażowany w sport – intensywnie grał Pan w siatkówkę, a także w brydża. Jak Pan to wszystko łączył?
– Studia nauczyły mnie dobrej organizacji czasu pracy. Na czwartym roku zarobkowo roznosiłem mleko i  bułki w akademikach, a potem zajęć wciąż mi przybywało. Trener siatkówki zasugerował dłuższe o rok studia, abyśmy mogli z większymi szansami medalowymi wziąć udział w Mistrzostwach Polski. Tak więc przez ostatni rok nie miałem za dużo zajęć na uczelni, pisałem tylko pracę magisterską, trenowałem siatkówkę i grałem w brydża.

– Jakie postacie z okresu studiów najmocniej utkwiły Panu w pamięci?
– Imponowały mi trzy osoby. Wielkim szacunkiem darzyłem prof. Andrzeja Tomczaka, u którego pisałem pracę magisterską, oraz prof. Kazimierza Jasińskiego – zbieżność z moim nazwiskiem jest przypadkowa. Studia kończyłem w 1982 r. Wcześniej, dwa miesiące  po wprowadzeniu stanu wojennego, idąc na egzamin z historii najnowszej Polski, nie wiedziałem, którą wersję historii  mam prezentować – czy tę, która obowiązywała przed 13.12.1981 r., czy tę prawdziwą, której już zaczęliśmy się uczyć. Zdecydowałam się na tę drugą i… zdałem, w dodatku na ocenę 4,5. Byłem z tego bardzo zadowolony, bo zależało mi na uzyskaniu średniej do stypendium za dobre wyniki w nauce.

– A trzecia osoba?
– Znakomitym dydaktykiem była rusycystka Joanna Mianowska, która potrafiła skutecznie nakłonić mnie do nauki rosyjskiego – bardzo mi się później przydał w mojej firmie, a także podczas kariery sędziowskiej. Koledzy siatkarze mówili: egzaminy z I roku trzeba zdać, aby się utrzymać na studiach, ale tymi na trzecim semestrze – nie przejmować się! W związku z takim podejściem, z rosyjskiego miałem kilka dwój i nic więcej podczas semestru na lektoracie.  A pani Profesor wzięła mnie pod włos i powiedziała: Pan jest inteligentny, więc jestem gotowa postawić Panu trójkę i dopuścić do egzaminu, bo wtedy będzie Pan chciał ten egzamin zaliczyć i się do niego przygotuje. Wjechała mi na ambicję i faktycznie zdałem od razu – przygotowałem się, wybierając temat sportu, bo to mnie interesowało! A 70% kolegów i koleżanek nie zdało egzaminu za pierwszym podejściem.

– W tym czasie na UMK pojawiła się jeszcze jedna osoba, z którą związał Pan swoje życie…
– Trenowałem siatkówkę w AZS, a latem jeździliśmy do uczelnianego ośrodka w Bachotku na obozy sportowe. Panowała tam świetna atmosfera, graliśmy wtedy w III Lidze. Na obozie po moim IV roku przyjechała tam Hania, zawodniczka AZS, która została potem moją żoną. W gronie studentów-siatkarzy zrodziły się wtedy silne więzy, a nawet dwa małżeństwa – nasze oraz Piotra i Kasi Dowborów. Cieszymy się, że jesteśmy cały czas razem, a teraz zajmujemy się naszymi kochanymi wnuczkami i wnukami. Ja ze swej strony mam wyrzuty sumienia, gdyż duża ilość zajęć związanych z graniem w piłkę siatkową (po studiach występowałem także w Chemiku Bydgoszcz),  a następnie sędziowaniem uniemożliwiła mi dłuższe przebywanie z moją Rodziną. I za to ich wszystkich tą drogą jeszcze raz ich przepraszam.

– Swoje życie zawodowe po studiach związał Pan nie z historią, a z kolejnictwem. Czy tylko za sprawą stypendium?
– Wychowałem się w środowisku kolejarskim w Bydgoszczy, dziadek i rodzice pracowali dla kolei, w domu ciągle rozmawiało się na ten temat. Byłem na tę branżę niejako skazany. Na trzecim roku studiów otrzymałem stypendium fundowane przez Zakłady Naprawy Taboru Kolejowego w Bydgoszczy – dzisiejszą  PESĘ, co zobowiązywało mnie do podjęcia tam pracy po studiach. Miałem utworzyć od podstaw archiwum zakładowe. Studiowałem na specjalności archiwistycznej i miałem o tym teoretyczne pojęcie.  Ale czułem, że nie jest to droga, którą chciałbym pójść. Moim marzeniem było coś produkować!

 – Od czego Pan zaczął?
– Zarejestrowałem w 1988 roku firmę Darpol i założyłem skromny warsztat. Do pierwszego produktu podszedłem ambitnie. Miały to być elementy układu szybkościomierza dla lokomotywy, działającego podobnie do prędkościomierza w samochodzie. Produkowała go tylko jedna szwajcarska firma Hasler, której części zamienne były bardzo drogie, ale nie wykonywała ich napraw . Gdy popsuła się jakaś część, np. komutator, trzeba było wymieniać cały podzespół na nowy. Postanowiłem więc najpierw naprawiać, a potem produkować ten komutator, by w razie potrzeby polskie firmy same mogły zastąpić go nowym polskim lub zregenerowanym. Biznes zaczął się rozwijać, stopniowo produkowaliśmy coraz więcej elementów dla taboru kolejowego…

– Czy w rozwoju firmy były jakieś momenty przełomowe?
– Gdy dzieci – córka Aleksandra i syn Krzysztof – kończyły studia, złożyliśmy wnioski o dotację inwestycyjną z Unii Europejskiej na maszyny, w tym na bardzo drogą wycinarkę laserową. To był 2009 r.. Od tego momentu Darpol zaczął rozwijać się jeszcze szybciej. Następnie rozszerzyliśmy działalność produkcyjną o sprzęt sportowy, czyli o sygnalizatory optyczno-dźwiękowe, wykorzystywane podczas meczów piłki siatkowej na zawodach najwyższej rangi światowej, oraz o maszty oświetleniowe, a także obróbkę metali, głównie blach. Głównym kierunkiem działalności jest jednak produkcja części zamiennych do taboru kolejowego.

– W ten sposób połączył Pan firmę ze swoją sportową pasją. No i Darpol stał się firmą rodzinną…
– Owszem, zarówno syn, jak i córka zdecydowali się wspólnie ze mną rozwijać firmę. Obecnie produkujemy, a część produktów eksportujemy do ponad 40 krajów. Wszyscy kolejowi operatorzy i producenci lokomotyw, wagonów osobowych czy pojazdów trakcyjnych w Polsce zamawiają części u nas. Przy tym kolejnictwo jest bardzo wymagające – normy w tej branży są podobnie wyśrubowane jak w lotnictwie. W Darpolu zatrudniamy prawie 50 osób, w tym także bardzo oddanych pracowników na emeryturach.

– Na czym opiera Pan swoją filozofię biznesu?
– Na zaufaniu. Ale świat się zmienia, a wraz z nim wartości, którymi kierują się ludzie, tak więc o zaufanie coraz trudniej. W tak niewielkiej firmie jak nasza ważna jest także więź emocjonalna.

– Tradycje rodzinne wpłynęły silnie również na Pana karierę sportową.
– Tak, oboje rodzice grali w siatkówkę, poznali się na boisku siatkarskim podobnie jak ja z moją żoną. Później przez wiele lat mama sędziowała siatkówkę, koszykówkę, lekkoatletykę oraz pływanie. Była też moim pierwszym nauczycielem i instruktorem sędziowania siatkówki. Jak widać robiła to z bardzo dobrym skutkiem. Ze sportem stykałem się więc od dziecka, środowisko siatkarzy było dla mnie naturalne.

Tworzył Pan piłkę siatkową plażową w Polsce. Jest Pan też sędzią, do tego sędzią kwalifikatorem. Czym zajmuje się taki sędzia?
– Sędzia kwalifikator ocenia pracę innych sędziów, a po zawodach szczegółowo omawia z nimi wszystkie ich błędy i uchybienia, a także doradza i udziela wyjaśnień. Ma to na celu podniesienie poziomu ich sędziowania. Jest to więc proces ciągłego szkolenia, a sędzia kwalifikator pełni w nim bardzo ważną rolę. Polscy sędziowie są wysoko oceniani w świecie.

Jako jedyny polski sędzia kwalifikator siatkówki dla niepełnosprawnych w Polsce sędziuje Pan na zawodach międzynarodowych. Jakie wrażenia wywiózł Pan we wrześniu z Igrzysk Paraolimpijskich w Tokio?
– Była tam wspaniała atmosfera, mimo dość rygorystycznych obostrzeń z powodu wirusa Covid-19. Każde międzynarodowe zawody to dla mnie duże przeżycie, a co dopiero Igrzyska! Po powrocie natomiast spotkała mnie jeszcze jedna bardzo przyjemna chwila. Zostałem doceniony przez moją byłą kochaną Uczelnię – Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Na zaproszenie Programu "Absolwent UMK" spotkałem się z prorektorem – profesorem Włodzimierzem Jaskólskim oraz z wicedyrektorem Uniwersyteckiego Centrum Sportu – Tomaszem Górzyńskim. Zwiedzając nowe Centrum Sportu przy ul. Św. Józefa, mogłem zazdrościć, w jak pięknych warunkach trenować mogą obecni studenci. Ale ja bardzo dobrze wspominam naszą małą salkę na Bielanach ….

– Ma Pan też w sporcie sukcesy innej natury – mam na myśli opracowanie przepisów obowiązujących niepełnosprawnych siatkarzy wszystkich reprezentacji i klubów na świecie…
– Tak, to niesamowite, że na całym świecie siatkarze muszą przestrzegać  przepisów i ich interpretacji, stworzonych przy biurku w Bydgoszczy! Gwoli ścisłości w naszym zespole były jeszcze dwie inne osoby. Wcześniej opracowałem też Vademecum Sędziego PZPS oraz World ParaVolley Casebook, w którym opisano różne sytuacje na boisku podczas zawodów oraz jak takie nietypowe sytuacje interpretować.

– Jaką radę dałby człowiek z tak dużym doświadczeniem studentom lub młodym absolwentom na starcie?
– Robić w życiu to, co się lubi, nie zniechęcać się niepowodzeniami i dbać o dobre relacje z ludźmi.

– Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Kinga Nemere-Czachowska, listopad 2021

pozostałe wiadomości

galeria zdjęć

 [fot. Andrzej Romański]  [fot. Archiwum D.Jasińskiego]  [fot. Archiwum D.Jasińskiego]  [fot. Archiwum D.Jasińskiego]  [fot. Archiwum D.Jasińskiego]  [fot. Andrzej Romański]