KontaktGagarina 11, 87-100 Toruń, p.3
tel.: +48 56 611 22 36
+48 56 611 22 37
fax: +48 56 611 47 56
e-mail: program@absolwent.umk.pl
obrazek nr 1

Aktywni absolwenci UMK

Marcin Sienkowski

Absolwent zarządzania i marketingu 2003

Head of Marketing OLX

W marketingu pracuje od ponad 16 lat. Z marką OLX związany od ponad 6 lat (czyli jeszcze od czasów, gdy serwis znany był jako Tablica.pl), dzisiaj pracuje w roli Head of Marketing. W pracy najwyżej ceni nietuzinkowe myślenie, szczerość, profesjonalizm, nieszablonowe pomysły, partnerski klimat współpracy i dobrą zabawę.   
Fot. Paweł Kosicki           


– Studiował Pan w czasach tzw. boomu edukacyjnego, gdy na pierwszy rok dostawało się niemal tysiąc osób żądnych wiedzy na temat zarządzania i marketingu. Które zajęcia uważa Pan za najbardziej wartościowe?

– Najlepiej wspominam zajęcia związane z tematami miękkimi – socjologią i psychologią. To były zajęcia, w których uczestniczyłem najchętniej, i na których nie miałem wrażenia, że uczę się na pamięć jakichś niepotrzebnych regułek i definicji.

– Już wtedy interesował się Pan marketingiem i reklamą? Co wpłynęło na wybór takiego obszaru zainteresowań zawodowych? 

– Chyba przypadek. Wydaje mi się, że kończąc szkołę średnią człowiek jest jeszcze zbyt mało świadomy siebie, aby decydować o reszcie swojego życia zawodowego. Pewnie dlatego tak wiele osób nie pracuje w zawodzie. Dla mnie był to jednak dość szczęśliwy traf – od 16 lat robię to, co lubię. 

– Gdzie odbywał Pan praktykę, czy staż w trakcie studiów? W jaki sposób dokształcał się Pan później? Od kogo się Pan uczył?

– To były dziwne czasy bardzo dużego bezrobocia. O staże i praktyki nie było łatwo, zdarzały się nawet sytuacje, że trzeba było za odbycie takiego stażu płacić (i wiele osób się na to godziło, by „mieć cokolwiek w CV”). Trochę z zazdrością patrzę na to, jakie możliwości daje studentom obecny rynek pracy i jakie warunki są proponowane stażystom np. u nas w firmie. W czasach, kiedy studiowałem, każdy łapał się tak naprawdę czegokolwiek. Mi udało się dostać na praktyki (rzecz jasna darmowe – bo taki wtedy był standard) do jednej z agencji headhunterskich. Był to krótki epizod, który nie dał mi właściwie nic poza wpisem w CV. Nie jestem fanem systemu edukacji w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Po ukończeniu studiów na UMK nie poszedłem na żadne studia podyplomowe (poza nielicznymi przypadkami, gdy pojawiałem się na takich jako wykładowca). Poświęciłem się w 100% praktyce – próbowaniu, eksperymentowaniu oraz obserwowaniu świata, ludzi i najlepszych graczy w grze zwanej marketingiem. 

– Jakie było Pana pierwsze stanowisko pracy i jak je Pan wspomina? 

– W mojej pierwszej pracy na etat pracowałem jako asystent brokera ubezpieczeniowego. Pozwoliło mi to zrozumieć, czego w życiu na pewno robić nie chcę, więc przygoda ta nie trwała dłużej niż 3 miesiące.  

– Jak przebiegała Pana kariera zawodowa? Czy często zmieniał Pan pracodawcę i dlaczego?

– Od niemal 12 lat mam ciągłość stosunku pracy i rozwijam się w obrębie jednej organizacji. Przeszedłem tutaj praktycznie wszystkie szczeble w marketingu – od specjalisty do osoby zarządzającej całym działem. Wcześniej bywało różnie, ale w sumie w życiu miałem zaledwie 5 pracodawców. 

– W kwietniu otrzymał Pan tytuł AD Marketera Roku 2019, przyznawany za sukces w biznesie reklamowym, nowatorstwo
i kreatywność, promowanie najwyższych standardów pracy w reklamie. Jakie działanie uznaje Pan za swoje największe osiągnięcie zawodowe?

– Nie wymienię tutaj jednej konkretnej rzeczy czy kampanii. Za moje największe osiągnięcie zawodowe uważam to, gdzie obecnie znajduje się marka OLX, jak jest silna i jak postrzegana. Mimo niełatwych kolei losu, jak np. rebranding z Tablica.pl, mimo tego, że działamy na rynku, na który wielu graczy ostrzy sobie zęby, to OLX jest dziś synonimem ogłoszeń w internecie. I to w bardzo wielu branżach. 

– Czy w działaniach marketingowych marki OLX uwzględnia Pan także tzw. społeczną odpowiedzialność biznesu? Jakie znaczenie ma to dla marketingu?

– Szczególnie ostatnimi czasy bardzo mocno zaangażowaliśmy się w działania CSRowe (choć prowadziliśmy tego typu akcje już wcześniej). Uczymy o bezpieczeństwie w internecie, potępiamy hejt, walczymy ze smogiem, organizujemy charytatywne second handy, walczymy o równość kobiet na rynku pracy… Jest tego całkiem sporo, ale – jak mówił wujek Spider-Mana – „z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”. Wierzę, że marki mogą (choć absolutnie nie muszą!) zrobić wiele dobrych rzeczy. A OLX chce być taką właśnie marką. 

– Jakie umiejętności oraz cechy ceni Pan najbardziej u osób zajmujących się reklamą?

– Podstawą są otwarte oczy i otwarty umysł. Inspiracje i te, mityczne w reklamie, insighty często leżą na ulicy lub pod płotem. Trzeba się tylko po nie schylić i umiejętnie je wykorzystać. Marketing to sztuka. Dlatego u osób pracujących w tym zawodzie zdecydowanie bardziej cenię kreatywność i wyobraźnię, niż znajomość analizy statystycznej. Jeśli za tym wszystkim idzie dodatkowo umiejętność wyciągania wniosków z, najlepiej cudzych, porażek i, najlepiej własnych, sukcesów – mamy sytuację niemal idealną. 

–  Pracuje Pan głównie w oparciu o Internet. Podobno jest to druga – obok jeżdżenia motocyklem – Pana pasja. Co by Pan robił w życiu, gdyby żył Pan w czasach przed jego wynalezieniem? Ma Pan jeszcze inne ulubione zajęcia i pasje?

– Poza jazdą wspomnianym w pytaniu motocyklem, lubię robić naprawdę dużo różnych rzeczy. Wydaje mi się jednak, że ciężko nazwać je pasją. Żeby można coś zdefiniować w ten właśnie sposób, trzeba się w to mocno angażować i poświęcać temu naprawdę dużo czasu. Ja dużo czasu poświęcam marketingowi, ale nie mogę przecież napisać, że to moja pasja, bo wyszedłbym na pracoholika (którym pewnie jestem…). Lubię żyć, cieszyć się życiem i czuć, że żyję. Bo to właśnie życiu poświęcam najwięcej czasu w życiu.
A co do pytania o kwestie czasów przed internetem – marketing funkcjonował i wtedy, kiedy go nie było. Myślę, że robiłbym po prostu dobre kampanie. Dopasowane do czasów i kanałów ich dystrybucji. No chyba, że mógłbym być hodowcą złotych rybek na Malediwach. Wtedy zdecydowanie poszedłbym w tę stronę. Oczywiście pod warunkiem, że byłyby to rybki spełniające życzenia. 


Rozmawiała: Kinga Nemere-Czachowska
(czerwiec 2020)

pozostałe wiadomości