Marta Kondracka – wyprawa Into The Dust 2015

Marta Kondracka, absolwentka socjologii, wiosną 2015 udała się w samodzielną podróż motocyklową dookoła Maroka.

W trakcie 35-dniowej wyprawy Marta w pojedynkę pokonała 6500 km na trasie: Cadiz – Larache- Casablanca – Safi- Essaouira – Agadir – Tafraoute – Mirleft – Tan-Tan –Tarfaya –Boujdour – Dakhla – Guelmim – Tata – Foim Zguid – Zagora – Boumalne dades – Tinerhir – Erfoud – Merzouga – Midelt – Azrou – Fes – Chefchaouen – Tetouan – Tanger – Tarifa.

Marta Kondracka

Podróż odbyła się pod patronatem Programu Absolwent UMK.

Marta Kondracka

Cel podróży

Celem podróży było zrealizowanie marzenia na samodzielne pokonanie motorem długiej trasy. Dodatkowo w trakcie podróży Marta zbierała informacje do opracowania przewodnika o Maroku.

Z dziennika Marty

Początek tego roku rozpoczęłam z mocnym postanowieniem zrealizowania podróży, jakiej do tej pory jeszcze nie było. Miałam już za sobą całkiem niezłe podróżnicze doświadczeni:autostopem zjechałam całą Europę, podczas rocznej podróży odwiedziłam Australię, Nową Zelandię i cała Azję Południowo-Wschodnią. Szukałam czegoś naprawdę wyjątkowego.

Miesiąc wcześniej kupiłam motocykl i dopiero co oswoiłam się z jazdą. Ponieważ inspiracji przybywało, zdecydowałam się wyruszyć w podróż na dwóch kołach. Mały motocykl, małe doświadczenie, małe zasoby sprzętowe i finansowe. Przynajmniej ambicje były niczemu sobie!

Marta Kondracka

Sama w drodze, czyli największe wyzwania

Z dziennika Marty

Kiedy zastanawiam się, co było dla mnie największym wyzwaniem, to od razu przypomina mi się pierwszy dzień podróży. Jeszcze chyba nigdy tak bardzo nie stresowałam się przed wyjazdem. Tamten dzień w Cadiz był dla mnie przerażający. Odzież motocyklowa zdawała się za ciężka, sakwy ledwo co pomieściły moje graty, a tankbag tylko przeszkadzał. Motocykl pod ciężarem bagażu zachowywał się zupełnie inaczej, a w dodatku w Cadiz i Tarifie były cholernie mocne wiatry i burze. Trzęsąc się ze strachu ruszyłam. I było tylko gorzej! Fatalna pogoda przez kilka pierwszych dni sprawiała, że miałam mnóstwo wątpliwości.

Naprawdę bałam się tej podroży. Dlatego też największą trudnością była dla mnie start. Musiałam przekonać siebie, że dam sobie radę w każdej sytuacji i totalnie sobie zaufać. Oczywiście miałam wsparcie ze strony moich przyjaciół więc chociaż na duchu było lżej. Każdy kolejny dzień przynosił nowe doświadczenia i większa pewność siebie. I jakoś poszło.

Marta Kondracka

Spotkania

Z dziennika Marty

Jako samotnie podróżująca motocyklistka byłam w Maroko zupełnie inaczej odbierana. Kiedy zatrzymywałam się w kawiarniach, zajętych całkowicie przez mężczyzn, patrzono na mnie z zaciekawieniem i raczej podziwem. Motocykl był moim atrybutem, który dawał mi siłę i pewność siebie, a blond włosy wystające spod kasku, miały tą kobiecą siłę tylko podkreślać.

Marta Kondracka

Marokańczycy i Marokanki  reagowali na mnie z wielkim zainteresowaniem. Ich ciekawość nie była sztuczna, może z wyjątkiem naciągaczy podczas szukania noclegów, ale większość z nich żywo i z wielkim zaangażowaniem prowadziła rozmowę na temat mojej podróży po Maroko czy Polski. Zastanawiało ich skąd ta samotna podróż i co mi się w Maroko podoba, czy jadłam już to i tamto i czy jeszcze wrócę do ich kraju. Nawiązałam nowe przyjaźnie, które trwają do dziś. Poznałam marokańskie kluby motocyklowe gdzie mogłam podzielić się swoją pasją i zainspirować tamtejsze kobiety do spełniania ich własnych marzeń.

Marta Kondracka

Kolory Maroka

Z dziennika Marty

Ze względu na zróżnicowanie klimatu i kultury była to podróż odkrywcza i dla mnie osobiście była głębokim przeżyciem. Przyznaję, że marokańskie jedzenie i słodkie, miętowe herbaty skradły moje serce! Zaskoczyły mnie nowoczesne miasta Maroka takie jak Agadir i Tetuan, które niczym nie przypominały swoich historycznych miast Fezu czy Casablanki.

Marta Kondracka

Jako zwolenniczka małych miasteczek moim ulubionym miejscem na mapie podróży okazało się Niebieskie miasto – Chefchaouen. Jego cechą charakterystyczną jest mała medina pomalowana na błękitny kolor gdzie maleńkie domy zostały ozdobione drzwiami w orientalnym stylu. Po medinie można poruszać się jedynie pieszo a schody wiodą przez wąskie i strome korytarze w których trzeba pogubić się godzinami.

fot. Marta Kondracka

Podsumowanie podróży

Z dziennika Marty

Into the dust było moją prywatną inicjacją, rytuałem przejścia. Patrząc na drogę, którą przebyłam i doświadczenie, które zdobyłam czuję niesamowitą satysfakcję, radość i wdzięczność.

Jestem teraz pewniejsza siebie i bardziej zdecydowana. Motocyklowa podróż dała mi zupełnie nową dawkę energii i inspiracji. Wiem też jak chcę dalej podróżować, że ma to być motocykl, który zabierze mnie tam, gdzie być może nie prowadzi żadna droga.

Patrząc z perspektywy czasu wciąż nie mogę uwierzyć, że przygotowałam się do wszystkiego samodzielnie: od zakupu motocykla, po studiowanie mechaniki przez Internet, opanowywanie technik jazdy z książek itd. Zaczęłam w swoim życiu zupełnie nową pasję i zdobyłam w kilka miesięcy całkiem niezłe doświadczenie. Jestem z tego dumna a także ogromnie wdzięczna za zainteresowanie jakie otrzymałam. Życzę Wam tego cudownego uczucia podekscytowania kiedy rodzi się w głowie nowy plan, z początku szalony i nierealny ale jednak ... możliwy!

Marta Kondracka

fot. Angelika Sosnowska (zdjęcia Marty na motorze przed wyprawą) i Marta Kondracka (na trasie)